an. Grzegorz Wesołowski

Grzegorz Wesołowski:


  • Animator Grup Apostolskich Archidiecezji Krakowskiej 
    pobłogosławiony 15.10.2005 roku.
  •  
  • Człowiek o wielkim sercu, gorącym uśmiechu,
    pełen radości i apostolskiego zapału.
  •  
  • Zmarł nagle podczas meczu siatkówki w dniu 04.11.2008 roku.

„ Świętość w normalności...”

Potrzebujemy świętych. Są nam oni potrzebni jak nigdy. Potrzebujemy świętych nie tylko tych z odległego średniowiecza czasem cukierkowatych i nie pasujących do rzeczywistości naszego wieku. Nasze czasy domagają się wzorów do naśladowania, autorytetów, ludzi którzy pokażą jak żyć by nie stracić właściwej orientacji. Tacy ludzie są jak busola jak kompas w ręce kiedy wędrujemy przez ciemny gąszcz życiowych zmagań. Chodzi tu przede wszystkim o młodych. Walka o młodego człowieka ciągle trwa. Zawodzą się na dorosłych którzy nie raz swoim postępowaniem niszczą ich idealizm i sprawiają zawód.

Historia tego dwudziestoletniego chłopca jest zadziwiająca, a jego pogrzeb był wielką manifestacją potwierdzającą jak ważne jest odnalezienie swojego miejsca w skomplikowanej rzeczywistości. Umarł nagle. Dzień jego przejścia w świat nowy i piękniejszy był dniem normalnych zajęć na studiach po których z przyjaciółmi i rówieśnikami chciał jeszcze rozegrać mecz siatkówki. Łączyło ich nie tylko zamiłowanie do tego sportu ale wspólne przyjazne rozmowy wypady na frytki oraz wspólna modlitwa. Kilka dni temu w grupie apostolskiej którą prowadził Grzegorz w parafii jako przykładny animator zadał uczestnikom pytanie w kontekście uroczystości Wszystkich Świętych jak wyobrażają sobie świętość. Przez godzinę zmagali się z odpowiedzią bo każdy inaczej widział aureolę tego niezwykłego zaszczytu. Według niego byś świętym to być normalnym. Kochał życie i był jego świadkiem. Jak napisali koledzy i koleżanki pod jego zdjęciami na „naszej klasie” był zawsze uśmiechnięty i ten uśmiech oraz szalone pomysły sprawiały że zjednywał sobie ludzi którzy lgnęli do niego zapalani apostolskim entuzjazmem. Widział w swoim życiu cel i sens poświęcania się dla drugiego. Ukradkiem wymykał się do parafialnego kościoła dyskretnie pytając mamy czy może i czy przypadkiem nie będzie to przeszkodą w domowych obowiązkach. Nabożeństwo Różańcowe i Msza Święta w dzień powszedni były odskocznią od codziennych zajęć a zarazem źródłem siły wewnętrznej którą dostrzec można było z jego promieniejącej twarzy i radosnego wzroku. Pojawiała się myśl o kapłaństwie ale czuł się jeszcze niedojrzały do podjęcia takiej decyzji.

Potrzebował czasu choć pewnie nie zdawał sobie sprawy że w ziemskim wymiarze miał go już niewiele. Wszędzie go było pełno szczególnie tam gdzie rysowała się szansa na pomoc drugiemu człowiekowi, jak choćby w straży pożarnej. Wysportowany od razu znalazł się w drużynie siatkówki swojej uczelni. Grześ miał łatwość nawiązywania kontaktów międzyludzkich szczególnie jeśli chodzi o współpracę z każdym nowym diakonem który przychodził do parafii na roczną praktykę. Zaświadczył o tym ks. prałat Stanisław Krupa – proboszcz parafii który powiedział iż zostanie po nim puste miejsce przy ołtarzu jako lektora czytającego słowo Boże i trudno będzie zastąpić je kim innym. „Tak bardzo Grzesiu przypominałeś bł. Pier Jorgia Frasstattiego w swoim sposobie bycia i apostolstwie”. 
Na tydzień przed najważniejszym dniem życia spotkała go jego nauczycielka od biologii kiedy prowadził w góry swoich młodych przyjaciół by im pokazać piękno tatrzańskiej przyrody. Grzegorz mimo swoich dwudziestu lat wiedział gdzie jest jego miejsce i co jest najważniejsze nawet wtedy kiedy liczył na jego pomoc tata, a on na rekolekcjach apostolskich realizował to co lubił najbardziej. Ojciec w dzień pogrzebu mówił że nigdy nie miał mu tego za złe i cieszył się że syn wybierał rekolekcje, a nie miejscowy bar.

Czytając świadectwa młodych na internetowym portalu można śmiało powiedzieć iż świętość w normalności była jego życiowym mottem. Ks. biskup Jan Szkodoń w liście skierowanym do uczestników pogrzebu napisał: „Był radosnym i gorliwym apostołem, dobrym synem i życzliwym kolegą. Otaczam modlitwą Jego krótkie życie, śmierć i wieczność. Niech ta śmierć umocni młodych w wierze, w świadectwie dawanym o Chrystusie. Niech wszystkim przypomina Chrystusowe nie znacie dnia ani godziny.” 
Najpiękniejsze jednak są świadectwa młodych którzy mówią jednym głosem o tym że potrafił doskonale pogodzić życie z wyznawaną wiarą. Apostolstwo świeckich było programem życia animatora który pobłogosławiony na animatora Grup Apostolskich w królewskiej katedrze na Wawelu przejął się na serio zadaniem które mu Pan postawił. Święty, a zarazem normalny swoją postawą nawiązywał do tych pierwszych odważnych chrześcijan dla których wiara była jedynym sensem. Długo jeszcze młodzież przy otwartym grobie śpiewała pieśń Przyjaciela mam co pociesza mnie... i nie chciała odejść chcąc jeszcze przedłużyć chwile pożegnania. Ktoś z nich powiedział: „dobrze że życie na tym świecie nie trwa wiecznie, bo spotkamy się jeszcze.”

Grzegorz swoim życiem stał się jak chleb który dzielony między ludzi sprawia jeszcze większe łaknienie nawet u tych którzy nie wierzą w swój głód. 
Wiersz napisany przez kolegę oddaje sens jego śmierci: 

Ile gorzkich łez spadło dziś 
Na twardą skalistą ziemię 
Ile serc biło równym rytmem -dziękuję
Twoje serce rozbite jak dzban 
Z którego wyzwolił się płomień 
Ten płomień był potrzebny 
Dla niego nasze łzy 
Oto brama otwarta na oścież 
W niej Pan w białej szacie 
Trzyma przebite serce... swoje 
Dwa serca dziurawe 
Oba z miłości 
Grzesiowi - (gab)

Ks. Paweł Kubani Moderator Grup Apostolskich- 
Ruchu Apostolstwa Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej 

 

       

 

Kazanie wypowiedziane na pogrzebie

Piekielnik, 8.11.2008r.

Kochani Rodzice śp. Grzegorza, rodzeństwo, rodzino i bliscy 
Drodzy Księża, diakoni, klerycy nauczyciele, wychowawcy i katecheci 
Przyjaciele koledzy i koleżanki, animatorzy, drodzy młodzi 
Siostry i bracia!

A myśmy się spodziewali – tak dziś w ewangelicznej opowieści uczniowie z głębokim smutkiem w sercu zwracają się do Jezusa, który od dłuższego czasu idzie z nimi do Emaus. Jednak, jak zaznacza ewangelista, oczy ich były niejako na uwięzi tak, że go nie poznali. Spodziewali się, że Jego Królestwo nadejdzie widzialnie, że Jezus będzie jak ludzcy władcy siedział na tronie, a ich obsypie złotem i uczyni ministrami. Spodziewali się że będą żyli długo i szczęśliwie w Jego Królestwie jak w bajce. Tymczasem Jezus pokazuje im, że niewiele zrozumieli z Jego nauki, i że Królestwo Jego nie jest na tej ziemi. Pokazuje, że aby z Nim być trzeba go naśladować i kochać bliźniego jak siebie samego. Rozpoznali go gdy usiadł z nimi w gospodzie przy stole i odprawił dla nich Liturgię Eucharystyczną, dał im swoje Ciało i Krew. On zaś zniknął im z oczu. Musiał zniknąć z oczu bo był w ich sercach. Tak napełnieni apostołowie wrócili i już nie mówili a myśmy się spodziewali, ale do oddania życia przekonywali świat że Jezus jest Synem Bożym. 
Efektem tego spotkania jest po dwóch tysiącach lat to nasze spotkanie przy tym stole Eucharystii w braterskiej wspólnocie chrześcijan.

Trudno mi dziś było wyjść na tę ambonę, jak i wam przybyć tutaj. Mówiłem tu już kiedyś kazanie w takiej samej sytuacji - nagłej śmierci Jarka, który zginął pod kołami samochodu. Dziś przychodzimy, by doczesne szczątki naszego brata - animatora Grzegorza odprowadzić na cmentarz. Wszyscy wiemy i moglibyśmy się utożsamić ze słowami apostołów a myśmy się spodziewali. Wszyscy mieliśmy swoje plany i pewnie mamy. Na pewno miał je i Grzegorz. Lecz Bóg miał dla niego inny plan – jak napisał ktoś w internecie na naszej klasie pod jego zdjęciem. Wielu z Was pisało tam zadając pytanie: dlaczego?

Pamiętam taką śmierć kiedy byłem katechetą w średniej szkole. Chłopak miał na imię Sławek. Nauczycielka zrobiła gazetkę na której umieściła zdjęcie zmarłego maturzysty i wielkimi literami napisała: DLACZEGO. Mówiłem jej „nie pisz dlaczego, bo dla prawdziwego chrześcijanina jest odpowiedź na takie pytanie, ale napisz przy tym zdjęciu słowa Pana Jezusa Ja jestem Zmartwychwstaniem i Życiem kto żyje i wierzy we mnie nie umrze na wieki. Nie posłuchała. Jakież było moje zdziwienie kiedy na następnej lekcji przybiegła do mnie roztrzęsiona i pytała: jakie to słowa miałam napisać bo kiedy dziewczyny z klasy zmarłego maturzysty zobaczyły to wielkie DLACZEGO z płaczem rzuciły się na tę szkolną gazetkę i zdarły ten napis. Wziąłem do ręki Pismo Święte i za pierwszym razem otworzyło mi się na tym właśnie zdaniu Ewangelii św. Jana, aż i nauczycielka przeżyła szok.

Może i my pytamy dlaczego? Dlaczego zabrał Grzegorza? Przecież miał dopiero 20 lat. Odpowiedź daje nam Pismo św. które ktoś z Was przełożył na prostsze słowa i napisał w internecie: Byłeś za dobry na ten świat, dlatego Bóg zabrał Cię do siebie, byś się przy nas nie zepsuł. 
Słowami Księgi Mądrości Bóg daje nam taką odpowiedź na nasze pytanie o sens tej przedwczesnej śmierci: Ponieważ spodobał się Bogu, znalazł Jego miłość, i żyjąc wśród grzeszników, został przeniesiony. Zabrany został, aby złość nie odmieniła jego myśli albo ułuda nie uwiodła duszy: bo urok marności przesłania dobro, a burza namiętności mąci prawy umysł. Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele. Dusza jego podobała się Bogu, dlatego pospiesznie wyszedł spośród nieprawości. A ludzie patrzyli i nie pojmowali, ani sobie tego nie wzięli do serca, że łaska i miłosierdzie nad Jego wybranymi i nad świętymi Jego opatrzność. ( Mdr 4,10-15) 
Inną odpowiedź na pytanie „dlaczego” daje nam Bóg w słowach: Bóg nie chce śmierci grzesznika, ale by się nawrócił i żył (por. Ez 18,23)
Takie są odpowiedzi na nasze pytanie. 

My dostaliśmy jeszcze czas. Czas na nawrócenie. I znowu przytoczę jedną z wypowiedzi waszych na naszej klasie – ktoś z was napisał: może Twoją śmiercią nawrócisz kilku młodych którzy zdadzą sobie sprawę iż egzamin z życia = śmierć wcale nie jest taki odległy. Zaprawdę, piękne słowa.

Kochani moi! Do Ojca Pio przychodziła pewna kobieta, by błagać o zdrowie swojego dziecka. Święty na takie prośby miał dwie odpowiedzi: kiedy mówił: dobrze pomodlę się, znaczyło to że chory, za którym się wstawiano będzie żył. Ale kiedy mówił: niech się stanie jak Bóg zechce, można było się spodziewać że chory umrze. Ojciec Pio z upartością powtarzał tej kobiecie Zostaw niech się stanie jak Bóg zechce. Ale ona nie ustawała w prośbach. W końcu zgodził się i zmienił odpowiedź dobrze pomodlę się. Chłopczyk wyzdrowiał. 
Po ponad dwudziestu latach dostrzegł Święty kobietę bardzo płaczącą w tłumie. Podszedł do niej i pyta: dlaczego płaczesz? Ona odpowiedziała: Mój Ojcze, przed laty prosiłam Cię o zdrowie dla mego syna, a teraz on za związki z mafią i różne przestępstwa dostał karę śmierci. Ojciec Pio jej odpowiedział: widzisz, mówiłem Ci wtedy zostaw, niech się stanie jak Bóg chce. Wtedy był małym niewinnym chłopcem i Pan chciał go zabrać prosto do nieba, a Ty temu przeszkodziłaś. 
Pan ma swoje plany a Jezus nam to powiedział iż drogi nasze nie są jego drogami ani myśli nasze Jego myślami. Bóg ma swoje tajemnice z których nie musi się nam tłumaczyć. Przyjmijmy więc z wiarą słowa Pisma Świętego i z nadzieją na spotkanie w niebie – tak nam przecież Jezus obiecał.

A teraz Grzegorzu kilka słów do Ciebie. Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło że będę na Twoim pogrzebie. Chciałem Ci dziś podziękować. Dziękujemy Ci wszyscy. Przede wszystkim za Twoją postawę młodego, wierzącego człowieka. Umiałeś odnaleźć swoje miejsce w Kościele. Przy ołtarzu, jako animator Grup Apostolskich, w szkole i na studiach. Byłeś człowiekiem, jak to się mówi, „do tańca i do różańca” w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie raz widziałem Cię na dniach skupienia skupionego i rozmodlonego przed Najświętszym Sakramentem, u spowiedzi i Komunii św. Nie odmawiałeś pomocy, gdy poprosiłem byś pojechał na rekolekcje, kiedy brakowało animatorów. Zawsze uśmiechnięty i pogodny. Czyż to nie jest świętość w normalności
Takich trzeba nam świętych współczesnych, młodych zaangażowanych i normalnych. Piękni są święci ze średniowiecza, ale czasem nam tak bardzo odlegli. Ktoś inny napisał pod Twoim zdjęciem w internecie iż byłeś człowiekiem godnym naśladowania. Jakie wspaniałe świadectwo, wszystko mówi. Ile miałeś jeszcze planów piszą Twoi koledzy i koleżanki: z kimś byłeś na studniówce, z kimś na frytkach zaledwie kilka godzin przed śmiercią, komuś obiecałeś zagrać jeszcze mecz w siatkę i ten ktoś liczy na to że go zagracie tam... u góry, ale prosi Cię o modlitwę, by żyjąc tu na ziemi nie znalazł się w drużynie przeciwnej. Ktoś liczył ze spotkacie się w wakacje na rekolekcjach. 
Pan jednak przeniósł Cię, jak ogrodnik do swego mieszkania przenosi kwiat wtedy, kiedy kwitnie najpiękniej.

Czego możemy się od Ciebie nauczyć? Wiele. Przede wszystkim jak być „świętym w normalności”, jak być młodym człowiekiem i nie opuszczać Mszy Świętej w niedzielę, a zarazem dobrze, uczciwie zachowywać się na dyskotece, jak szanować rodziców mimo, że ma się własny projekt na życie, a umieć się wyciszyć i spotkać z Bogiem na modlitwie. Możemy się od Ciebie uczyć jak dzielić się wiarą z rówieśnikami i jak mieć właściwe podejście do spraw tego świata. Nie wiedziałem, że masz tylu przyjaciół dopiero zobaczyłem to gdy trzeba było się zbierać na pogrzeb. Są tu dziś wszyscy by się za Ciebie modlić i od Ciebie się uczyć. Każdy ma swoje słabości mieli je i święci, ale nie zawaham się powiedzieć iż byłeś „świętym w normalności”. 
Chciałem jeszcze powiedzieć Wam kochani Rodzice: Wasza rodzina dziś bardzo się powiększyła wszyscy do niej należymy, nie rozpaczajcie, Matka Boża też trzymała na kolanach zmarłego syna. Oddajcie Jej teraz Grzegorza pod opiekę aż do czasu, kiedy będziecie tam razem.

I jeszcze kilka wypowiedzianych świadectw o Grzesiu na portalu internetowym, bo one oddają najlepiej nasze uczucia: 
Grzesiu... byłeś najlepszym kolegą jakiego sobie można było wymarzyć: zawsze służyłeś pomocą nie oczekując nic w zamian, umiałeś rozpędzić złe myśli, momenty, zawsze mówiłeś dobrze o innych. Nigdy nie okazałeś po sobie że jest ci źle, smutno, zawsze uśmiechnięty byłeś i te twoje niekiedy szalone pomysły, rzadko się w twoim towarzystwie mogliśmy nudzić. 

Inna wypowiedź: Twoje nazwisko mówiło za Ciebie wszystko - zawsze widziałam Cię uśmiechniętego. I takiego Cię zapamiętam... 

Dalej ktoś pisze: Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia... Ty Grzesiek zawsze poświęcałeś się dla dobra innych!!! Każdy z nas kiedyś odejdzie. Może niektórzy wcześniej bo są gotowi. I Ty właśnie byłeś gotowy...na niebo! Spoczywaj w pokoju Grzesiu

Jeszcze inne świadectwo z pytaniem dlaczego?: Dlaczego człowiek który naprawdę zmieniał świat na lepsze, a nie tylko o tym mówił, musiał odejść? Spoczywaj w spokoju Przyjacielu... 

Inna osoba pisze: Znałam Go krótko, bo był moim animatorem na rekolekcjach, ale pamiętać o Nim będę zawsze. Wspaniały, wesoły i uśmiechnięty człowiek”. Kolejna wypowiedź:” Bóg zabiera ludzi wtedy, gdy są oni najbardziej święci... musiał byś święty... 
Z Tobą było zawsze WESOŁO, mieliśmy się spotkać.. liczę że zaproszenie jest dalej aktualne, w niebie. 

Z nadzieją na zmartwychwstanie ktoś z Was napisał: Może to dobrze, że to życie na ziemi nie jest wieczne... bo wiem, że spotkamy się jeszcze... i dalej:Kiedyś się spotkamy. Tam po drugiej stronie. Byłeś... Jesteś dla mnie wzorem! Prawdziwym przyjacielem...

Zakończmy nasze rozważanie modlitwą św. Jana Chryzostoma, który na początku IV wieku taką prośbę zanosił do Boga na pogrzebie przedwcześnie zmarłego przyjaciela: ”O Panie Stwórco wszystkiego a zwłaszcza tego tutaj prochu. O Boże Ojcze i Przewodniku rodzaju ludzkiego, Władco Życia i śmierci. O Stróżu i Dobroczyńco Dusz naszych. Ty który za pośrednictwem Słowa w odpowiednim czasie wszystko sprawiasz i według wielkiej Twej mądrości i opatrzności przemieniasz, przyjmij teraz błagam Cezarego (Grzegorza), który wyprzedził mnie w odejściu z tego świata. I mnie przyjmij w stosownym czasie, kieruj mną w życiu doczesnym tak długo jak tego będzie potrzeba. Przyjmij nas z bojaźni przed Tobą przygotowanych ale nie przerażonych. Niechaj nie okażemy się w ostatnim dniu oporni, wydzierani stąd siłą i prowadzeni pod przymusem, na podobieństwo tych co są niewolnikami świata i ciała, ale raczej jako dążący chętnie ku owemu szczęśliwemu i wiecznemu życiu, które jest w Chrystusie Jezusie Panu naszym. Jemu chwała na wieki wieków. Amen.

Ks. Paweł Kubani

 

Modlitwa:

Wszechmogący Boże, pokornie Cię błagamy, okaż miłosierdzie
Twojemu słudze Grzegorzowi, którego na tym świecie zaliczyłeś do Twojego ludu
i przyjmij go do grona Twoich świętych w królestwie pokoju i światła.
Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Ojcze nasz... Zdrowaś Maryjo... Chwała Ojcu...
Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie...